I cóż, że ze Śnieżki? Lekko ześwirowałem dziś, naćpałem się endorfinami i nagrałem film

18 września 2014

To się wydarzyło dzisiaj. Nagle i niespodziewanie, ale jednak nie do końca, bo pijąc wczorajsze drinki już miałem z tyłu w głowie: „wstanę i wbiegnę na Śnieżkę”. Budzik na 6:00. „Co się dzieje?” – pomyślała moja część mózgu, ale zaraz odezwała się inna część: „wstawaj, bierz plecak i zrób to! Będziesz z siebie dumny!”. Znowu pierwsza część głowy: „ojj pośpij”. Na dworze tak pizga, że aż nie wiem czy to leje czy to wiatr. Krótkie spodenki, koszulka (jedna z moich ulubionych – ta), kurtka i naginam. Jakieś 700 metrów od kwatery uświadomiłem sobie, że nie mam czapek, które miałem przygotowane.

Żółty szlak taki trudny. Nie da rady biec przez te śliskie kamienie, patrzę na zegarek i widzę, że po godzinie docieram do czerwonego szlaku, który jest dużo bardziej przyjemny – o ile można mówić o przyjemności w tym wypadku. No i zaczyna się jazda, stromo i coraz bardziej pionowo w górę.

Jestem coraz bliżej rezygnacji, a głowa podpowiada mi: „ty idioto! Zjadłeś dwie łyżeczki miodu więc praktycznie na czczo robisz taki wysiłek. Katabolizm to najmniejszy problem, a co jak zrobi ci się słabo? Przecież oprócz ciebie nie ma nikogo na szlaku”. Jest mi coraz zimniej, coraz bardziej wieje, a rozsądek nakazuje zawrócić iii… nie dodać wpisu na bloga, że wbiegłem przed śniadaniem na Śnieżkę! Skupiam się na celu, widzę go za mgłą. Jest tak słabo widoczny, jak słabe jest to zdjęcie z telefonu niżej.

zbieg2
Jest mi coraz zimniej i czuję, że mój wyczyn jest coraz bardziej heroiczny. To uczucie, które towarzyszy mi na samej górze jest po prostu nie do opisania. Momentami pizgało tak konkretnie, że musiałem biec w prawo, żeby biec prosto… wiecie jak czasem zbieżność niehalo w samochodach, a z resztą zobaczcie sami. Potem już tylko zbiegłem i po ponad 3 godzinach dotarłem pod ciepły prysznic i na wymarzone śniadanie. Niech wpis skończy się tą oto relacją ze Śnieżki (1602 m.n.p.m – najwyższego szczytu Karkonoszów oraz Sudetów).

                 

Podobał Ci się ten artykuł?



Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl