Garmin utopił się w morzu, więc akcja żebyś dał piątaka

11 sierpnia 2016

W 2013 roku kiedy zacząłem przygotowania do debiutu w triathlonie (1/2 Ironman w Gdyni) pomyślałem, że bieganie z zegarkiem, zamiast z dużym smartfonem będzie wygodniejsze. Pomysł wydawał się szczególnie rewelacyjny najbardziej po tym, jak mając w kieszeni nowy terminal Blackberry (pierwszy telefon za czterocyfrową kwotę) na 15. kilometrze treningu biegowego spadł taki deszcz, że już nie było suchego miejsca pod kurtką. Z Blackberry już nigdy, nigdzie nie zadzwoniłem.

Mając pulsometr za parędziesiąt złotych kupno zegarka za 1 400 PLN było jak przesiadka z kilkuletniego Golfa do salonowego BMW. Oczywiście nie miałem na niego kasy, bo przecież niedawno kupiłem Blackberry. Co robi typowy Polak w podobnej sytuacji? Kupuje na raty. Z perspektywy lat uważam, że była to świetna inwestycja. O ile jestem daleki od doradzania kupna na raty dóbr konsumpcyjnych, o tyle jeśli coś Ci przyniesie zwrot z inwestycji, to kup to nawet za pieniądze, których w danej chwili nie masz.

Z każdym kolejnym przepłyniętym, przebiegniętym i przejechanym kilometrem emocje były coraz większe. Pamiętam tę niesamowitość, że na bieganie mogę wziąć tyko zegarek, a on mi pokaże jakie mam tempo na kilometr, jakie całego biegu, jakie tętno, jak wrócić do miejsca startu (np. w górach), ile mam straty do wirtualnego partnera, w którego tempie mam biec. Z każdą kolejną odkrytą funkcją treningi stawały się coraz ciekawsze. Potem gdy wyznaczyłem strefy tętna i wiedziałem po co i w jakiej biegać to treningi w ogóle miały sens i dużo większe korzyści.

Tak było do niedzieli. Zaczął się etap pływacki na Ironman 70.3 Gdynia i zdążyłem pomyśleć: „ale pralka, zaraz stracę Garmina„. Siła przyciągania ostatnimi czasy jest niesamowita u mnie. Muszę bardzo uważać co myślę. Jakaś  postać, prawdopodobnie płci przeciwnej przeciska się koło mnie, uciekam z ręką, chcę chronić zegarek, bo wiem że w tym modelu teleskopy szału nie robią. Chowam rękę, a „pływaczka” nagle nogi do żaby. Pach! Czuję jak zegarek spada mi z ręki. Szok miesza się z przerażeniem. Szybko nurkuję, żeby go złapać, ale woda jest tak brudna, że nic nie widzę. Kolejne odbicie do dołu, nade mną płyną ludzie. Gonitwa myśli po mojej głowie, szybka kalkulacja, zaczyna brakować tlenu, a zegarka nie ma. Dochodzę do wniosku, że zaczynam narażać życie dla kilkuset złotych. Przytomnieje.  Pogódź się z tym – byle szybko. – zaświtało w głowie. W danym momencie odechciało mi się wszystkiego, a na pewno walki przez najbliższe 6 godzin o jak najlepszy czas, nie mogąc na żadnym etapie tego zweryfikować. W takich chwilach należy szybko przefiltrować głowę, że nie mamy już na to wpływu. Sprawy na które nie mamy wpływu mogą być dla głowy w formie anegdotki. Szybko zamknąłem w szafie ten incydent, ale i tak do końca zawodów niczym stary mebel, z uszkodzonym zawiasem szafka otwierała się, skrzypiąc ogromnie i wysypując na podłogę myśl o stracie zegarka.

Ostatnie chwile Garmina – film na fejsie

Tak oto gdzieś na dnie morza spoczywa mój pierwszy Garmin. Zmierzył dla mnie prawie 12 000 kilometrów różnej aktywności. Na pewno jego zakup zmienił moje treningowe życie i na pewno był jednym z najlepszych zakupów w życiu.

Żeby nie było całkiem smutno pomyślałem, że nowy zegarek mógłby być wyjątkowy od samego początku i to za Waszą sprawą. Zdaję sobie sprawę, że czytelnicy mojego bloga to najbliżsi oraz kilku znajomych z fejsa – za to Wam dziękuję – dla Was warto pisać bloga. Postanowiłem zaproponować Wam deal. Za każdą wpłaconą złotówkę na nowego Garmina przebiegnę jeden kilometr, nagram filmik z dedykacją dla Ciebie (ale nie będę wymieniał kwoty jaką otrzymałem, w myśl zasady z Biblii – „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa,”). Do tego starodawny, ale jeden z moich ulubionych prezentów – jeśli podasz adres nadawcy przelewu lub w tytule przelewu wyślę Ci dodatkowo kartkę z gór, z odręcznym podziękowaniem i pozdrowieniami ; ) Myślę, że kilka złotych od Was sprawi mi radość, a kartka i film dla każdego wpłacającego wywoła po prostu uśmiech. W tej transakcji widzę autentyczną korzyść dla obu stron. We wtorek zamawiam nowy zegarek, i już z góry dziękuję (:

mBank
02 1140 2004 0000 3702 6626 2753

Podobał Ci się ten artykuł?



  • Katarzyna

    Pobiegniesz za jednym zamachem czy na raty?

    • O to samo chciałam pytać, a widzę ktoś mnie uprzedził… :D

    • Mam nadzieję, że będzie taka kwota, że nie dam rady za jednym razem :D

      • Jedna wpłata = jedno bieganie!

        • Jakby było jak w „Chłopaki nie płaczą”. Chyba, że dużo cwaniaków by się znalazło, ale to też bym jakoś wymęczył ; )

  • Arek

    przybijam piątaka :) niech zegareczek dobrze służy :)

Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl