21. Półmaraton Philips Piła – mój pierwszy raz!

3 listopada 2011

Jestem tak podekscytowany pierwszym wpisem na bloga, że nie wiem od czego zacząć.  Blogowanie zacznę od podzielenia się wrażeniami z mojego pierwszego półmaratonu (bieg na dystansie 21 km i 97,5 metra).

Decyzja

Decydując się na przebiegnięcie takiego dystansu absolutnie nie byłem na to przygotowany, ale stwierdziłem, że jeśli wpłacę wpisowe (wtedy 45zł) to przygotuję się. Oczywiście pobiegałem kilka razy, jednak nie były to jakieś mega przygotowania. Stając na linii startu dalej czułem się nieprzygotowany.

Organizacja

Funkcjonowanie biura zawodów to spore nieporozumienie. Co prawda byłem wcześniej tylko na jednym oficjalnym biegu (Bieg Papiernika 10km – Kwidzyn) i myślałem, że być może tak właśnie wygląda przed startem, ale po zniesmaczonych minach osób w kolejkach wnioskuję, że to nie jest normalne.

Bieg

Przed startem i w trakcie biegu miałem wsparcie swojej rodziny, za co ogromnie dziękuję.
Rozglądając się na około moim oczom ukazują się tłumy zajawkowiczów, którzy bardziej lub mniej przeżywają bieg, zajmują miejsca, rozciągają się, biegają w tą i z powrotem. Najbardziej imponują mi ludzie starsi. Pisząc „starsi” mam na myśli osoby w wieku 60+. Większość ich rówieśników zmaga się z losem i narzeka na świat, a oni po prostu ubierają strój sportowy i ganiają ponad 21km! Szacunek!
Idąc na start zauważyłem dwóch panów z balonikami i czymś w kształcie numeru startowego, na którym napisane było: „PACEMAKER 1:40”. Myślę sobie: „Chłop nieźle musi naginać, że ma taki cel. Chciałbym poniżej 2h pobiec…”  Dotarłem na start, godzina W, wystartowali, a ja razem z nimi. Niesamowite, zdecydowałem się dobrowolnie przebiec ponad 20 km, czy mnie powaliło…? Korzystając z rady, jaką kiedyś przeczytałem, zaczepiłem niewidzialną gumę i biegłem za panem w żółtej koszulce, jednak po szóstym kilometrze stwierdziłem „chyba mogę szybciej, za dużo ludzi nas wyprzedza” i pobiegłem.. to był mój największy błąd, bo gdy umierałem na 17 kilometrze, pan, za którym było mi za wolno swoim równym i spokojnym tempem mnie po prostu wyprzedził.  „A miałeś biec równo otóż zawsze musisz się podpalić!”. Natomiast chwilkę wcześniej, około 15 km wciągnęli mnie wspomniani wcześniej PACEMAKERZY, ale Ci mieli napisane „1:50”. Biegli niczym na porannym truchtaniu, rozmawiali, kiwali znajomym… haha. Tymczasem ja trzymając równe tempo pacemakerów (by translate google: „stymulatorów serca”) prawie wysiadłem. Podbieg, na którym zobaczyłem na swoim pulsometrze 194 był ostatnimi metrami w towarzystwie tych sympatycznych panów. Biegnąc ostatnie kilometry myślałem o różnych aspektach biegu. Ci ludzie przede mną są takim szczęściarzami, czemu ja sobie wkręciłem, że to 20 km, przecież to ponad 21, jaka to wielka różnica, jak można biegać maratony, przecież to rzeź musi być… Na szczęście dobiegłem do mety i to z czasem 1 godzina 54 minuty! Nie spodziewałem się, że uda mi się zejść poniżej 2 h, a tu proszę jaka miła niespodzianka ; )

Naj Naj Naj
1. Pani, którą widzicie nie zdjęciu poniżej. Dobiegła!
2. Dwóch Panów, którzy mnie wyprzedzili przed metą. Z pozoru nic dziwnego, bo wiele osób mnie wyprzedziło. Panowie byli sporo starsi ode mnie. Daje im około 60 lat. Biegli przywiązani do siebie,  ze sznureczkiem, który miał metr długości. Pomyślałem, że raźniej im jak biegną obok siebie, ale nie miałem racji. Jeden z nich był niewidomy! Szczęka mi opadła do podłogi, a gdy teraz po tylu dniach pisze o tym… mam ciarki. NIE SA MO WI TE!!
3. Ja, Karol Rolewicz, pobiegłem poniżej dwóch godzin swój pierwszy półmaraton.

Podobał Ci się ten artykuł?



Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl