Garmin Iron Triathlon Radków 2014 – Mój pierwszy tri w górach

23 czerwca 2014

SONY DSC

Uwielbiam góry w każdym wydaniu. Zapisując się w styczniu na – jak to mówili – najtrudniejsze zawody z cyklu Garmin Iron Triathlon myślałem, że to będzie niesamowita sprawa zmierzyć się z górami w takim wydaniu. Nie myliłem się. Zawody w Radkowie (Góry Stołowe) to niesamowite przeżycie – już myślę o tym, żeby poprawić swój rekord życiowy na tej trasie za rok!

Pływanie

Ostatni raz pływałem miesiąc temu na Tri w Olsztynie, a poprzednio na Herbalife Triathlon w Gdyni (08/13), a w międzyczasie byłem na dwóch treningach więc jak się domyślacie to moja ulubiona dyscyplina w tri. Jedyne co mnie dziwi na zawodach to, że tyle osób wychodzi jeszcze za mną z wody. Po pływaniu pianka mi się zacięła i sto lat byłem w strefie zmian przed rowerem. Jak żyć?

SONY DSC
Pieprzona pianka się zacięła”
SONY DSCUdało się zdjąć piankę! Szczęśliwy.

Rower

Uhuu. Na odprawie słyszałem ze sto razy: „uważajcie na rowerze” „najważniejsze jest bezpieczeństwo”, a jak zaczęło padać przed zawodami to: „deszcz. Najgorsze co może być, bo na trasie jest na około las więc asfalt nie wyschnie”. Co w takich chwilach myśli sobie Karol? „Adrenalina!”. O taak, żeby była adrenalina. Wpinam się w rower i od razu na pierwszym podjeździe wyprzedzam gościa, który najwyraźniej ma za duże przełożenia. Z górki mijam kolejne osoby i za chwilę zaczynam podjazd, który ma 11 km. Wydawało mi się, że wszyscy jakoś tak przeraźliwie wolno jadą więc zaczynam wyprzedzać jednego za drugim i cały czas jadę „na stojąco”, bo tak lubię, a tu nagle laska mnie wyprzedza, patrzę na jej przełożenia i są całkiem inne niż moje. Redukcja z przodu, z tyłu większe i rzeczywiście jakoś lżej się jechało, ale czy szybciej. Nie wiem. W każdym razie widok był dobry więc parę dobrych metrów łamałem regulamin jadąc w drafcie (który i tak nic nie daje pod górę w takim tempie). Wyprzedzaliśmy kolejnych triŚwirów, ale było kawałek płaskiego i zmieniłem przerzutki i nie obchodziło mnie przez parę chwil, że na bieganiu będą twarde mięśnie. Do nawrotu na górze zyskałem sporo metrów przewagi, ale sporo się napedałowałem na zjeździe, żeby dogonić kolejnych. Szybki, ale bezpieczny zjazd. Parę mniejszych podjazdów i kolejna pętla.

Wyprzedziłem kilku kolejnych, ale nagle wydarzyło się COŚ. Otóż jebło z nieba konkretnym deszczem i wtedy pomyślałem „trzeba było być zajebistym i mieć zjazd już za sobą”. Deszcz padał coraz mocniej ,a asfalt i te dziury były coraz bardziej mokre. Dojechałem do zjazdu i podczas gdy wcinałem batona wyprzedził mnie gość, który zauważył, że go zaraz dogoniłem, ale nie chciałem na chama go wyprzedzać na tych śliskich zakrętach, a on nagle „jedź, bo to może źle się skończyć”. To pojechałem. Konkretnie pojechałem. Najpierw pomyślałem „napiszę na blogu, że jestem odpowiedzialny i uważałem na zakrętach, bo priorytetem jest ukończyć zawody”, a za chwilę „Uwielbiasz adrenalinę nie? Kupiłeś nowe opony dwa dni przed zawodami? No to śmigaj” Słyszałem tylko strażaka za plecami, który wołał „wolniej, uwaga na zakrętach”. Po drodze do strefy zmian widziałem jeszcze kolesia, który szedł z rowerem na plecach, zapytałem tylko: „idziesz na bieganie?”, odpowiedział dziarskie „taak!”. Widziałem go potem na mecie więc naprawdę szacunek! Ja odkładając rower byłem spokojny. Wiedziałem, że na pewno ukończę zawody, a pytanie brzmiało: „Czy uda się zrobić założone 3:45?”

Bieganie

Jak to w górach. Pod górkę i z górki. Było ciężko jak zawsze na triathlonach, nie miałem siły jak zawsze na triathlonach. Jednak ostatnie dwa kilometry były lekko z górki więc biegłem co sił i szczęśliwy wpadłem na metę w czasie 3:36:14. O bieganiu krótko, bo nie ma co przeżywać – trzeba dobiec i dobiegłem ; )

SONY DSC

Góry są świetne w każdym wydaniu. Jeśli jesteś tu z rodziną, jeśli jesteś tu ze znajomymi, jeśli jesteś tu żeby się opierdaczać, jeśli jesteś tu pracować, jeśli jesteś tu trenować, ale jak łączysz wcześniej wymienione z triathlonem to po prostu można się zakochać. Mi spodobało się na maksa! Jestem przezadowolony z pobytu tu, a do tego cieszę się niezmiernie, że mój blog wrócił w nowym, lepszym i mam nadzieję regularnym wydaniu.

Podobał Ci się ten artykuł?



Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl