5. Półmaraton Poznań – wrażenia, relacja, życiówka!

3 kwietnia 2012

Jestem wykończony, ale chciałbym skrobnąć kilka zdań zanim zasnę – na świeżaka.  Emocje już na tyle opadły, że nie mam potrzeby wrzucać na fejsa już nic i podniecać się na fejsbukowej tablicy biegiem. To najlepszy dowód na to, że po prostu nie mam na nic sił. Najważniejsza informacja: zrobiłem życiowy czas na 5. Poznań Półmaraton

Jednak trochę pisania wieczorem, trochę rano – padłem.

Organizacja
Nie mam żadnych, absolutnie żadnych uwag. Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podobało. Świetny trik z odbiorem pakietów startowych w piątek i w sobotę (bieg w niedziele) z co najmniej dwóch powodów:  żadnych kolejek, no i z punktu widzenia władz Poznania – trochę kasy zostaje w mieście, bo nocleg, bo jedzenie, bo inne rozrywki .

Bieg
Szczerze to z racji pozamykanych dróg dotarliśmy dosyć późno na miejsce i jedyną rozgrzewką było przetruchtanie, z drobnymi wymachami do startu – około 700m. To pierwszy powód, dlaczego bolą mnie teraz tak mocno nogi. Ledwo zdążyłem dotrzeć do pacemakerów (dla niewtajemniczonych: to ci, którzy biegną równym tempem przez cały bieg i dobiegają w czasie, jaki mają na balonikach)
Start jest niesamowity – z tyłu nie słychać pistoletu i nagle wszyscy ruszają, idzie taka fala. Jest mega ciasno i mega wolno. Zastanawiałem się jak szybko będzie trzeba nadrabiać, żeby mieć średnią na kilometr.  Siostra nagrała ten start wiec widać jak to wygląda (choć w środku jest jeszcze bardziej magicznie). Nie wiem dlaczego nie ma podanego czasu brutto i netto, bo od momentu rozpoczęcia biegu do minięcia startu minęły prawie dwie minutki – w każdym razie nieważne, bo miałem swoje urządzenia pomiarowe. : ) Pierwsze kilometry były takie… lekkie, łatwe i przyjemne. Miałem tyle mocy, że mogłem wyprzedzać i wyprzedzać – tak jak to robili inni, ale spojrzałem na pulsometr a tam 182! (Na treningach gdy biegam z prędkością maksymalną (tak się wydaje mojej głowie wtedy) mam 175), a tu dopiero początek. Koło pacemakera biegnie Magda – tak, to ona, poznanie po kurtce, o której pisała tutaj. Zastanawiałem się czy zagadać, bo przecież znamy się z blogów czy fan page, ale… nie zdążyłem, bo opuściła naszą grupę i jak się później okazało przybiegła 3 minuty wcześniej – gratulacje. Dlaczego o tym piszę? A to odpowiem w innym wpisie może, bo nie chce żeby ten wyszedł za długi. ; )) Na około siódmym kilometrze moja rodzina – to niesamowite jakiego kopa dają bliscy Tobie kibice. Ja widząc ich tak odpaliłem, że kolesia z balonikiem miałem 10 metrów za plecami..!
oto mój zaciesz:

 

Biegnąc dalej rozmyślałem nad wpływem miłości na zdrowy styl życia i potwierdza się: bez zdrowych relacji i miłości można jeść sałatki, ryże i owsianki, mieć zajebiste buty do biegania, ale nie ma się pełni  szczęścia, a to jest najważniejsze.  : )) Refleksje się skończyły na 10-11 km, bo przyszedł kryzys i wcale się nie dziwiłem mojemu organizmowi – biegniemy 5:07min/km, gdzie na treningach biegając 5:30 przez 10 km myślę, że jestem mistrzem świata… na pulsometr  spojrzałem tylko raz przed metą i bardzo pożałowałem, bo pokazywał, że zaraz serce mi wyskoczy. ; d Kryzys był też dlatego, że na 10 kilometrze była czekolada, cukier, woda i powerade – nie jadłem, ale zanim zdążyłem się napić i zakrztusić,  gość z balonem z napisem „1:50” był 100m przede mną. To naprawdę sporo. Mnóstwo sił mnie kosztowało dogonienie go. Druga połowa była mega wyzwaniem. Nie wspominałem, ale biegam z muzyką na uszach, która daje mi kopa – jest to po prostu rycie bani, jak sami określają ją dj’e, którzy taki rodzaj muzy „grają” – miałem wrażenie, że niektórzy dziwnie na mnie spoglądają, ale ten power w słuchawkach mnie trzymał przy życiu..!  Od 15 km to już naprawdę, szczerze mi się chciało… przestać biec.  I tutaj najważniejsza jest GŁOWA. Tak, tak – dobrze napisałem. Nie mięśnie, które nas niosą, a głowa, w której rodzi się mnóstwo argumentów i myśli, która wysuwa nam „świetne” pomysły, typu: „biegnij wolniej, najwyżej chwilkę później przybiegniesz i tak będziesz miał życiówkę” i wtedy ja odpowiadam „nie po to stawiasz sobie cel i jesteś tak blisko, żeby zwolnić tylko dlatego, że nie masz sił” i gaz. Od cyferki  17 obok trasy kilometry się tak dłużyły jakby miały po 1500metrów. Na 19 kilometrze ci pacemakerzy zaczęli uciekać, ale spotkała mnie miła niespodzianka – cukier i woda. Znowu się zakrztusiłem, ale zmieniłem muzę i poszedłem! Ostatni kilometr najszybszy. Wyprzedzałem ludzi, którzy chyba mnie puszczali ze strachu, bo biegłem ile sił i krzyczałem sobie i stękałem. Tak po prostu szczyt wyjebki na innych – biegniesz i sobie krzyczysz. ; )) Cieszę się, że nie mam zakodowane w głowie „a co pomyślą inni”, bo w tym wypadku naprawdę bardzo mi to pomogło.;  ) Dobiegłem. „Czy mogę już umrzeć?”

Po:
Teraz siedzę sobie rano i odpoczywam. Patrzę już na to z większym dystansem.  Z bieganiem jeszcze niedawno nie miałem nic wspólnego, cieszę się, że traktuje to tylko i wyłącznie hobbistycznie, ale z celami. To daje mi radość z biegania. Biegam głównie z powodu chęci zrzucania zbędnych kilogramów. Również planuje o tym napisać w późniejszym czasie.  Te biegi zorganizowane, ta moc którą mają ci ludzie biegający z wózkami, psami, niewidomi , z pasją, z celami – zapraszam Was do wybrania się na takie zawody – nawet w roli kibica. Świat i ludzie są wspaniali, niesamowici! W Poznaniu tysiące ludzi pokonało własne słabości – gratuluję im i sobie! Skupiajmy się na byciu w takich miejscach i z takimi ludźmi, zostawmy media, malkontentów – niech sobie są, ale my żyjmy swoim życiem ze swoimi fajnymi znajomymi, bez telewizoraaa!

Dziękuję
Całej mojej rodzinie – siostrze (najlepszy operator:), tacie, mamie, że chce im się jechać dzień wcześniej do Poznania – 150 km i że tak to przeżywają – to daje mi sporą dawkę mocy. Kocham Was! Każdemu życzę takiego wsparcia.

Agata eM
Była ze mną na połówce, co mnie bardzo cieszy, bo to mój sportowy motywator. Cieszy mnie to podwójnie, bo to jej pierwszy raz był. Na łamach bloga oprócz gratulacji chciałbym wyrazić wyrazy ogromnego szacunku. Pomimo choroby przez cały tydzień, kaszlu, gorączki i wcinania aspiryny w nocy przed zawodami przebiegła!!
Takiej ambicji można się uczyć. I na dole krótki bonus dla Niej ; ))


ps. Więcej zdjęć będzie albo jutro albo nigdy ; )
ps2. Jestem ciekawy czy osoby biorące udział w 5. Półmaratonie w Poznaniu mają podobne odczucia. Napiszcie o tym w komentarzu. To dla mnie ważne.

Podobał Ci się ten artykuł?



Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl