Czasem lepiej mieć spokój niż rację. Poranne spotkanie z policją

25 sierpnia 2016

Statystycznie dość często spotykam się z policją na drodze. Zdarza się, że funkcjonariusz chce udowodnić, że on może mi pokazać miejsce w szeregu i za popełnione wykroczenie ma prawo dać mandat „z góry widełek”. Przeważnie jednak są to komunikatywni ludzie, gdy widzą że ja zdaję sobie sprawę, że wg tekstu jednolitego ustawy „Prawo o ruchu drogowym” z dnia 20 czerwca 1997 roku, regulującej przepisy i zasady obowiązujące uczestników ruchu drogowego popełniłem wykroczenie i bez sensu nie usprawiedliwiam się, to dają najniższy mandat lub stosujemy inne rozwiązania satysfakcjonujące obie strony. .. ; )

Faktem jest, że mam porównanie i tym bardziej jestem zaskoczony dzisiejszą sytuacją. Dobra pogoda, wiatru praktycznie brak. Właśnie trwa trening rowerowy, który na pewno zaliczę do udanych. Za moimi plecami znajoma dyskoteka, zrobiło się niebiesko i policjant siedzący na fotelu pasażera wskazuje, że mam się zatrzymać. Mam wpięte buty więc nie zatrzymuje się, ale zwalniam (pauzuję Garmina! : D) i zamieniam się w słuch:

– zapraszamy na drogę rowerową – powiedział gość z groźną miną, ale uprzejmym tonem
– zjadę w najbliższym możliwym miejscu, okej?
– tak, tam proszę.

Radiowóz eskortował mnie do „najbliższego możliwego miejsca”. Każdy rozjechał się w swoją stronę. Ja przejechałem dobre dwieście metrów drogą rowerową i zjechałem z powrotem na jezdnię, ale nie jechałem bezczelnie dalej tą samą, główną drogą (to byłaby głupota), tylko skręciłem w inną ulicę, gdzie już nie było obok ścieżki rowerowej.

Mogłem wchodzić w polemikę, że skoro jadę ponad 30 km/h to nie zawadzam aż tak na dwupasmowej drodze, że pan kosi trawę obok drogi dla rowerów, pani idzie z psem, tata z dzieckiem i kolejna pani z wózkiem. Silnymi argumentami byłoby to, że tutaj jest bezpieczniej. Policjant nie musiałby mieć żadnych argumentów, ale miałby prawo wypisać mi mandat. Myślę, że żadne przepisy ani regulacje nie są ważniejsze niż myślenie oraz chęć porozumienia się ludzi. W tym wypadku policjant zachował się bardzo taktownie. Być może zdawał sobie sprawę, że przepis o jechaniu drogą rowerową jest w niektórych przypadkach idiotyczny, ale jego obowiązkiem jest pilnowanie porządku prawnego. Życzę sobie i Wam więcej takich kompromisów, a tak w ogóle to pamiętajcie, że:

Czasem lepiej mieć spokój niż rację

Podobał Ci się ten artykuł?



  • Podobna sytuacja u mnie niedawno. Policjant trochę mniej uprzejmy. Jadę jezdnią, obok DDR-ka, która za 200 m się po prostu urywa. Na DDR-ce leży potłuczone szkło, widać je z daleka, pobłyskuje w słońcu.

    Policjant: Proszę natychmiast zjechać na drogę dla rowerów.
    Ja: Proszę Pana DDR nie nadaje się do jazdy, są szkła. Kiedy tamtędy pojadę poprzecinam sobie szytki. Jedna szytka to 200 zł.
    Policjant: A co mnie to obchodzi! Proszę natychmiast zjechać!

    Wjechałem na DDR-kę, zszedłem z roweru, doszedłem do jej końca przenosząc rower, wsiadłem na rower i pojechałem dalej ulicą. Takasytuacja.

    • Temat rzeka. Można napisać o tym dziesiątki wpisów. „Twój” policjant dużo mniej myślący i rozumny się wydaje.

      Masy krytyczne walczą o DDR, a te jeśli już są tworzone to beznadziejnie. Infrastruktura jest nieprzemyślana i tragiczna, a na końcu jeszcze dzieją się takie sytuacje jak opisujesz – jakaś pomylona sprawa.

      Pomijając, że na drogach rowerowych dzieją się cuda. Od ludzi idących sobie beztrosko, poprzez nieświadome dzieciaki, a skończywszy na samochodach wymuszających pierwszeństwo. Dużo bezpieczniej jest dla wszystkich stron zrobić trening kolarski na ulicy.

Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl