Skurwysyński biznes na Morskim Oku

24 lipca 2015

Uwielbiam góry, ale Zakopane od kilku lat omijam dużym łukiem. Szczególnie w sezonie. Jednak splot okoliczności sprawił, że jestem tu pisząc ten tekst. W trakcie sezonu, pośród turystów w sandałkach na szlakach, przypalających fajeczkę co jakiś czas, dyszących na asfaltowej drodze o zerowym poziomie trudności np. na Morskie Oko.

Wydaje się, że wszechobecna komercja w Tatrach sięga zenitu. Pobyt w tych górach jest droższy niż w jakichkolwiek innych w Polsce, taxiarze oraz busiarze omijają kilometrowe korki po prostu jadąc za podwójną ciągłą, spychając pojazdy jadące z naprzeciwka na pobocze, każde wejście na jakikolwiek szlak jest płatne, a w całodobowej Biedronce śmierdzi na maksa spoconą rzeszą turystów, zniecierpliwionych długim oczekiwaniem do kasy.

Jestem w stanie wszystko pojąć, ale są granice. Nieprzekraczalne.

Wszystko o czym napisałem wyżej jest dla mnie dopuszczalne.

Rozumiem, że każdy chce zarobić. Jeśli komuś się nie podobają tłumy turystów niech tu nie jeździ i nie narzeka. Busy nie będą stały w korkach, bo nie zarobią na ZUS, nie mówiąc o utrzymaniu rodziny, a skoro ludzie korzystają z dobrodziejstw parku, często śmiecą i niszczą to powinni za to płacić. Jeśli kogoś nie stać na wczasy tutaj i żyduje niech jedzie pod miasto nad jezioro.

Nie rozumiem natomiast biznesmenów z Podhala. Dlaczego do cholery mordujecie te biedne konie, które ledwo zipiąc ciągną te leniwe parówki na górę?

Szlak, a raczej wejście (ciężko to nazwać szlakiem) na Morskie Oko jest takie proste i tak banalne, że nawet ktoś kogo jedynym ruchem poza urlopem jest wycieczka z kanapy do lodówki oraz od drzwi domu do samochodu jest w stanie go pokonać. Dlaczego więc Ci ludzie dopuszczają do tego by konie tak się męczyły? Dlaczego przy tak rozwiniętej technice nie możemy zamienić koni na melexy czy inne pojazdy? Czy naprawdę chęć wwiezienia dupy na górę, bez jakiegokolwiek wysiłku jest ważniejsza niż zdrowie tych stworzeń. Czy naprawdę nie ma miejsca na gram empatii dla zajechanych biedakow? Nie jestem żadnym obrońcą zwierząt, nawet nie mam psa w domu, ale skoro „nawet mnie” to tak mocno dotyka, to chyba jest coś na rzeczy. Kim się jest skoro będąc zdrowym pozwala się wciągać na górę tym koniom u kresu sił? Totalnym leniem czy już mendą-egoistą?

Od razu uprzedzę kontrargumenty. Ludzie starsi, schorowani, niepełnosprawni – to dla mnie jasne, że żeby zobaczyć te piękne widoki musi ktoś ich tam zawieźć. Jednak widok osób, które wysiadały z bryczek, na górze był przerażający. To jakieś dziwne grubaski z empetrójkami na uszach, bez kontaktu z własnymi rodzicami, zdrowi ludzie w średnim wieku, poubierani w sportową odzież (pff) i inne parówczaki, które w ogóle nie powinny się tam znaleźć.

Co zrobić konstruktywnego w tej sprawie? Samemu nie korzystać, namówić do tego znajomych i brać udział czynny lub bardziej czynny w tego typu akcjach: [klik]

Z racji pozytywnego przesłania bloga nie zasypię Was linkami na ten temat. Jeśli macie na to zdrowie to wujek google czeka. Nienawidzę sposobów zarabiania pieniędzy, które komukolwiek szkodą. Zajeżdżanie koni to dla mnie szczyt skurysyństwa i serdecznie życzę, żeby zdechły… biznesy konne na Morskim Oku.

Podobał Ci się ten artykuł?



  • Tak Karol, to jest skurwysyństwo! Żaden inny komentarz nie nasuwa się pod klawiaturę.

    • Niestety. Ile wody w Wiśle musi upłynąć, żeby ludzie to zrozumieli? Bo przecież ten biznes – jak każdy – napędzają klienci…

Wszelkie prawa zastrzeżone przez rolewicz.pl