Searched for

Spotkamy się? Dam Ci jeszcze znać

Codziennie Ty, ja i nasi znajomi spotykamy się z różnymi ludźmi. Raz jest łatwiej się umówić, bo niektórzy mają mniej na głowie, a czasem trudniej, bo plany dnia nie chcą się zsynchronizować.  Ale czy to na pewno zależy tylko od ilości zadań do zrobienia, czy może „tylko” organizacji planu dnia? A może to jednak kwestia priorytetów? Dlaczego z niektórymi trudniej się umówić, niż z innymi? Read More

Na dzień przed planowanym zabiegiem barku

Godzina 7:20 – wtorek, 13 września, właśnie miałem czekać na przydzielenie sali szpitalnej. Pewnie dziś miałbym robione badania kontrolne, jutro poszedłbym „pod nóż”. Nawiercenie kości, kotwa restabilizująca, która łączy ścięgna gdzieś tam w obręczy barkowej. Jakoś tak mi to lekarz opowiadał, wypytywany co i jak.
Read More

Czasem lepiej mieć spokój niż rację. Poranne spotkanie z policją

Statystycznie dość często spotykam się z policją na drodze. Zdarza się, że funkcjonariusz chce udowodnić, że on może mi pokazać miejsce w szeregu i za popełnione wykroczenie ma prawo dać mandat „z góry widełek”. Przeważnie jednak są to komunikatywni ludzie, gdy widzą że ja zdaję sobie sprawę, że wg tekstu jednolitego ustawy „Prawo o ruchu drogowym” z dnia 20 czerwca 1997 roku, regulującej przepisy i zasady obowiązujące uczestników ruchu drogowego Read More

Garmin utopił się w morzu, więc akcja żebyś dał piątaka

W 2013 roku kiedy zacząłem przygotowania do debiutu w triathlonie (1/2 Ironman w Gdyni) pomyślałem, że bieganie z zegarkiem, zamiast z dużym smartfonem będzie wygodniejsze. Pomysł wydawał się szczególnie rewelacyjny najbardziej po tym, jak mając w kieszeni nowy terminal Blackberry (pierwszy telefon za czterocyfrową kwotę) na 15. kilometrze treningu biegowego spadł taki deszcz, że już nie było suchego miejsca pod kurtką. Z Blackberry już nigdy, nigdzie nie zadzwoniłem.
Mając pulsometr za parędziesiąt złotych kupno zegarka za 1 400 PLN było jak przesiadka z kilkuletniego Golfa do salonowego BMW. Oczywiście nie miałem na niego kasy, bo przecież niedawno kupiłem Blackberry. Co robi typowy Polak w podobnej sytuacji? Kupuje na raty. Z perspektywy lat uważam, że była to świetna inwestycja. O ile jestem daleki od doradzania kupna na raty dóbr konsumpcyjnych, o tyle jeśli coś Ci przyniesie zwrot z inwestycji, to kup to nawet za pieniądze, których w danej chwili nie masz.
Z każdym kolejnym przepłyniętym, przebiegniętym i przejechanym kilometrem emocje były coraz większe. Pamiętam tę niesamowitość, że na bieganie mogę wziąć tyko zegarek, a on mi pokaże jakie mam tempo na kilometr, jakie całego biegu, jakie tętno, jak wrócić do miejsca startu (np. w górach), ile mam straty do wirtualnego partnera, w którego tempie mam biec. Z każdą kolejną odkrytą funkcją treningi stawały się coraz ciekawsze. Potem gdy wyznaczyłem strefy tętna i wiedziałem po co i w jakiej biegać to treningi w ogóle miały sens i dużo większe korzyści.
Tak było do niedzieli. Zaczął się etap pływacki na Ironman 70.3 Gdynia i zdążyłem pomyśleć: „ale pralka, zaraz stracę Garmina„. Siła przyciągania ostatnimi czasy jest niesamowita u mnie. Muszę bardzo uważać co myślę. Jakaś  postać, prawdopodobnie płci przeciwnej przeciska się koło mnie, uciekam z ręką, chcę chronić zegarek, bo wiem że w tym modelu teleskopy szału nie robią. Chowam rękę, a „pływaczka” nagle nogi do żaby. Pach! Czuję jak zegarek spada mi z ręki. Szok miesza się z przerażeniem. Szybko nurkuję, żeby go złapać, ale woda jest tak brudna, że nic nie widzę. Kolejne odbicie do dołu, nade mną płyną ludzie. Gonitwa myśli po mojej głowie, szybka kalkulacja, zaczyna brakować tlenu, a zegarka nie ma. Dochodzę do wniosku, że zaczynam narażać życie dla kilkuset złotych. Przytomnieje.  Pogódź się z tym – byle szybko. – zaświtało w głowie. W danym momencie odechciało mi się wszystkiego, a na pewno walki przez najbliższe 6 godzin o jak najlepszy czas, nie mogąc na żadnym etapie tego zweryfikować. W takich chwilach należy szybko przefiltrować głowę, że nie mamy już na to wpływu. Sprawy na które nie mamy wpływu mogą być dla głowy w formie anegdotki. Szybko zamknąłem w szafie ten incydent, ale i tak do końca zawodów niczym stary mebel, z uszkodzonym zawiasem szafka otwierała się, skrzypiąc ogromnie i wysypując na podłogę myśl o stracie zegarka.
Ostatnie chwile Garmina – film na fejsie
Tak oto gdzieś na dnie morza spoczywa mój pierwszy Garmin. Zmierzył dla mnie prawie 12 000 kilometrów różnej aktywności. Na pewno jego zakup zmienił moje treningowe życie i na pewno był jednym z najlepszych zakupów w życiu.
Żeby nie było całkiem smutno pomyślałem, że nowy zegarek mógłby być wyjątkowy od samego początku i to za Waszą sprawą. Zdaję sobie sprawę, że czytelnicy mojego bloga to najbliżsi oraz kilku znajomych z fejsa – za to Wam dziękuję – dla Was warto pisać bloga. Postanowiłem zaproponować Wam deal. Za każdą wpłaconą złotówkę na nowego Garmina przebiegnę jeden kilometr, nagram filmik z dedykacją dla Ciebie (ale nie będę wymieniał kwoty jaką otrzymałem, w myśl zasady z Biblii – „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa,”). Do tego starodawny, ale jeden z moich ulubionych prezentów – jeśli podasz adres nadawcy przelewu lub w tytule przelewu wyślę Ci dodatkowo kartkę z gór, z odręcznym podziękowaniem i pozdrowieniami ; ) Myślę, że kilka złotych od Was sprawi mi radość, a kartka i film dla każdego wpłacającego wywoła po prostu uśmiech. W tej transakcji widzę autentyczną korzyść dla obu stron. We wtorek zamawiam nowy zegarek, i już z góry dziękuję (:

mBank
02 1140 2004 0000 3702 6626 2753

42 km/h rowerem w BMW. Więcej szczęścia niż rozumu

Niektóre rzeczy wydają się mi niemożliwe, ale tylko do momentu aż się wydarzą. Przekonany o swojej nieśmiertelności zdarza mi się włączać w swoim organizmie małą fabrykę adrenaliny. Niestety moment refleksji przychodzi często po nieodwracalnych skutkach wydarzeń. Odpowiedzialność i adrenalina to dwa wyrazy, które nie występują razem – zdecydowanie. Read More